Spotkanie Zagłębia Lubin z Widzewem Łódź było pierwszym z serii, jakie lubinianie rozegrają na stadionie w Polkowicach. Pomimo dystansu, jakie dzieli Lubin i Polkowice trybuny stadionu Górnika wypełniły się niemalże do ostatniego miejsca.
Już pierwsze minuty meczu pokazały, że kibice, którzy w niedzielne popołudnie wybrali się na stadion Górnika, nie będą mogli narzekać na poziom widowiska. Kilkanaście sekund po tym, jak piłkarze Widzewa rozpoczęli grę od środka boiska łodzianie przeprowadzili akcję, która powinna zakończyć się zdobyciem bramki. Prawym skrzydłem, w okolice lubińskiego pola karnego, przedarł się były gracz lubinian – Łukasz Mierzejewski. Po dośrodkowaniu popularnego w Lubinie „Finki” Marcin Robak znalazł się z piłką tuż przed pustą bramkę, jednak napastnik gości nie zdołał umieścić futbolówki w bramce, przenosząc piłkę wysoko nad poprzeczką bramki.
Lubinianie dość szybko ocknęli się z przewagi Widzewa i co raz częściej, i co raz groźniej atakowali bramkę Mielcarza. Efektem dobrej gry Zagłębia w tej części meczu była akcja z 22 minuty, kiedy to tuż przed polem karnym faulowany był Szymon Pawłowski. Pod nieobecność Macieja Iwańskiego etatowym egzekutorem stałych fragmentów gry został Patryk Klofik, i to właśnie po jego dośrodkowaniu w pole karne Michał Stasiak umieścił piłkę w siatce.
Lubinianie z prowadzenia cieszyli się nieco ponad kwadrans, bowiem w 38 minucie goście doprowadzili do wyrównania. Po dośrodkowaniu z lewej strony Adriana Budki w polu karnym Zagłębia fatalnie skiksował Marcin Robak, który stojąc 5 metrów przed bramką nie trafił w piłkę. Futbolówka, dla lubinian, odbiła się tak nieszczęśliwie od murawy, że spadła pod nogi Łukasza Masłowskiego, a ten nie miał problemów z pokonaniem Ptaka.
Lubinianie, po raz kolejny, wyszli na prowadzenie tuż przed zakończeniem pierwszej części meczu. W 45 minucie prawą stroną przedarł się Grzegorz Bartczak, a jego dośrodkowanie w pole karne na bramkę zamienił Ilian Micanski.
Po zmianie stron, na placu gry pojawił się Robert Kolendowicz, i już pierwsza jego akcja dała lubinianom kolejnego gola. Na lewej stronie Kolendowicz ograł z łatwością dwóch Widzewiaków, a następnie oddał piłkę Micanskiemu, który bez namysłu zagrał ją wzdłuż linii bramkowej, a zamykający akcję Wojciech Kędziora strzelił swojego pierwszego gola w barwach Zagłębia.
Po zdobyciu trzeciej bramki lubinian dopadła dziwna niemoc, przez co goście, w nieco ponad kwadrans doprowadzili do wyrównania. Najpierw Aleksandra Ptaka pokonał Łukasz Masłowski, który wykorzystał gapiostwo defensorów Zagłębia i umieścił piłkę w siatce. W 67 minucie do wyrównania doprowadził Marcin Robak, który w zamieszaniu pod bramką Ptaka zachował zimną krew i umieścił piłkę w siatce.
Również radość Widzewa z prowadzenia nie trwała długo. Niespełna 120 sekund po tym, jak Miedziowi wznowili grę od środka boiska na tablicy świetlnej widniał wynik 4-3. Wszystko za sprawą Iliana micanskiego, który okazał się pewnym egzekutorem jedenastki podyktowanej za faul Jakuba Kisiela na Patryku Klofiku.
Do końcowych minut łodzianie starali się doprowadzić do wyrównania, jednak mądrze grający w tej części meczu lubinianie, zdołali dowieść prowadzenie do końca, a przy odrobinie szczęścia i precyzji mogli się pokusić o kolejne trafienia.